KalóriaBázis
Vezesd a fogyásod!
Magyar
Belépés
Belépve maradok

Főoldal / Fórum / Beszélgetés az ételekről / Házi sajtos rúd

1 órája
#3
karat232323
Cześć. Nie wiem, po co ci to mówię, ale muszę komuś powiedzieć, bo żona już ma dość mojego gadania o tym, a kumpel z pracy tylko się śmieje i mówi, że mi się nudzi na emeryturze. Może faktycznie trochę mi się nudzi, ale posłuchaj, bo historia jest krótka, choć pewnie się rozgadam, jak to ja.

Zacznę od tego, że mam sześćdziesiąt osiem lat i od czterdziestu dwóch lat łowię ryby. Nie tak, że mam wędkę w kącie i raz na rok pojadę nad jezioro. Nie. Ja mam łódkę, mam swój rytuał, mam miejsca, które znam lepiej niż własną kuchnię. Wstaję o czwartej rano, parzę herbatę w szklance z metalowym koszyczkiem, biorę kanapki zawinięte w papier śniadaniowy — żona zawsze mi je robi z żółtym serem i ogórkiem kiszonym, choć mówi, że się popsuły i że powinienem jeść mniej soli — i jadę nad wodę. Cisza, mgła nad jeziorem, tylko ja i kaczki. I powiem ci szczerze: przez te wszystkie lata myślałem, że nic mnie już nie zaskoczy. A tu proszę.

Wszystko zaczęło się w czwartek. Albo w środę. Nie pamiętam dokładnie, bo dni mi się zlewają, odkąd jestem na emeryturze, ale to nieważne. Siedziałem na pomoście, wiatr mi zerwał czapkę, musiałem ją gonić po deszczu, bo akurat kropiło, i wróciłem do domu przemoczony do pasa. Żona spojrzała na mnie znad okularów i powiedziała tylko: „Znowu ta wędka”. Nie „kochanie, przemokłeś”, nie „weź się przebierz”. Tylko „znowu ta wędka”. I wtedy coś we mnie pękło. Nie, nie w złym sensie. Po prostu pomyślałem sobie, że może faktycznie czasem warto zrobić coś innego niż siedzieć na tym pomoście i gadać do ryb.

A tego wieczoru syn przysłał mi link. Tak o, bez słowa, tylko link i emotka rybki. Otworzyłem na telefonie, bo tablet mi się zawiesił, a okularów do czytania nie mogłem znaleźć. To była strona z grami, takimi online, wiesz, te całe kasyna. Z początku chciałem skasować, bo co ja, stary dziad, będę w kasynie grał. Ale syn napisał chwilę później: „Tato, sprawdź, podobno można wygrać na rybach”. No i mnie to zaciekawiło. Nie żebym wierzył w te bzdury, ale sam wiesz, jak to jest — człowiek sobie pomyśli: raz się kliknie, nic się nie stanie.

I kliknąłem. Nie od razu, bo najpierw musiałem znaleźć okulary, potem zawołać żonę, żeby mi powiedziała, czy dobrze widzę, a potem się okazało, że hasło trzeba wymyślić. Wpisałem „ryba123”. Żona zaśmiała się i powiedziała, że jestem przewidywalny jak co roku o tej samej porze. No i wtedy, w tej całej rejestracji, wyskoczyło coś, co mnie zaskoczyło. Nie spodziewałem się, że w takim miejscu będzie coś o zdrowiu, o głowie, o psychiatrii. A tam, proszę bardzo, przy jakimś komunikacie czy regulaminie — nie pamiętam już dokładnie, bo to było późno, a ja byłem zmęczony po tym deszczu — przewinęło mi się https://valleypsychiatricassociates.com/ i pomyślałem sobie: no proszę, nawet w kasynie ktoś myśli o tym, że człowiek może się zdenerwować. Może to i dobrze, bo ja to mam nerwy jak postronek, a serce to mi doktor każe oszczędzać.

Pierwszy wieczór był klapą. Wpłaciłem dwadzieścia złotych, bo więcej mi szkoda, i wszystko zniknęło w ciągu pięciu minut. Dosłownie. Żona akurat weszła z herbatą, spojrzała na ekran i powiedziała: „No i co, wygrałeś?”. A ja, głupi, mówię: „Jeszcze nie”. I wtedy zobaczyłem, że mam zero. Zero złotych, zero szans, zero emocji. No dobra, może nie zero emocji, bo poczułem się jak ten dzieciak, co to mu się wydawało, że złapie rybę, a tu tylko wodorosty. Zamknąłem telefon, wypiłem tę herbatę i poszedłem spać. Myślałem, że to koniec. Że to nie dla mnie. Że wrócę na pomost i będę gadał do ryb, a one będą mnie ignorować, jak przez ostatnie czterdzieści dwa lata.

Ale następnego dnia syn znowu napisał. Tym razem wysłał mi screena, na którym sam wygrał jakieś grosze, i napisał: „Tato, spróbuj jeszcze raz, tylko nie wpłacaj więcej niż dwadzieścia”. Pomyślałem: dobra, raz się żyje. Wpłaciłem znowu dwadzieścia, ale tym razem nie klikałem na oślep. Zacząłem czytać, co jest napisane, oglądać, jak to działa. I wtedy natrafiłem na coś, co się nazywało vavada. Nie wiem, czy to jakaś gra, czy zakład, czy co, ale spodobało mi się, że można było zacząć od małych stawek. Takich po złotówce. Jak za dawnych czasów, kiedy się szło do sklepu i kupowało się cukierki za grosze. No i grałem. Powoli, bez pośpiechu, z herbatą w jednej ręce i telefonem w drugiej. Żona co jakiś czas zaglądała mi przez ramię i mówiła: „Tylko nie przegraj emerytury”. A ja mówiłem: „Spokojnie, to tylko zabawa”.

I wiesz co? Po trzech dniach wygrałem. Nie miliony, nie żadne wielkie pieniądze, ale na tyle, że mogłem kupić żonie nowy czajnik, bo stary już przeciekał, i sobie nową czapkę, bo tamtą zerwał wiatr i gdzieś przepadła. I to uczucie, kiedy zobaczyłem te cyfry na ekranie, było dziwne. Nie euforia, nie jakiś szał. Raczej takie ciche zdziwienie. Jak wtedy, kiedy po raz pierwszy od lat złowiłem suma. Siedziałem na tym pomoście, patrzyłem na wodę i myślałem: no proszę, jednak coś się jeszcze dzieje. I wtedy znowu przypomniało mi się to https://valleypsychiatricassociates.com/. Nie wiem czemu, ale pomyślałem, że może to i dobrze, że gdzieś tam ktoś pomyślał o tym, że człowiek w takiej chwili może się zdenerwować albo za bardzo ekscytować. Bo ja, stary rybak, wiem, że emocje trzeba trzymać na wodzy. Jak rybę na haczyku — za mocno pociągniesz, to się zerwie.

Żona do dziś się śmieje, że wygrałem czajnik. Ale widzę, że jej się miło zrobiło, bo rano zrobiła mi kanapki z szynką, nie z serem. A syn dzwoni teraz częściej, pyta, czy gram, i mówi, że mam mu opowiadać, jak mi idzie. I wiecie co? Chyba nie chodzi o te pieniądze. Chodzi o to, że człowiek na emeryturze czasem potrzebuje czegoś nowego. Nie musi to być od razu wielka przygoda. Wystarczy telefon, dwadzieścia złotych i odrobina ciekawości. A jak się jeszcze przy tym uśmiechnie i kupi żonie czajnik, to już w ogóle sukces. Ja tam wiem swoje. Ryby mnie nie oszukają, ale czasem warto dać się zaskoczyć. Nawet jeśli się przy tym przemoknie albo straci czapkę.


12 éve
#2
Gonoszka1
Válasz Xadornix #1 számú posztjára
Elkészítetted és lemérted? Mert akkor lehet javítani. Sajnos sok receptből hiányzik az elpárolgás. Ezért érdemes mindent magunknak felvinni receptként, de már helyesen

12 éve
#1
Xadornix
Házi sajtos rúd:
Szerintem a késztermék igen komoly sütési veszteséget szenved el, így a 4484 kcal nem 1148 grammra oszlik el, hanem kevesebbre, azaz 100 grammonként több a tápanyag, mint ami kijött.
A hozzávalók közé érdemes felvenni -300g (vagy amennyi a késztermék leméréséből adódik) sütési veszteséget...

ASZTALI VERZIÓ    MOBIL VERZIÓ
Az adatkezelési tájékoztatónkat itt találod.
Az oldal használatával egyidejűleg elfogadod Felhasználási Feltételeinket

Számításaink a Harris-Benedict formulán alapulnak.

Az oldal csak saját felelősségre használható! Az itt megjelenő információk csak javaslatok, nem helyettesítik szakértő orvos tanácsát, diagnózisát, kezelését.
Copyright © www.kaloriabazis.hu
Ez itt a belso szoveg
Ez itt a belso szoveg2